Zapach papieru – Nacisk, I Festiwal Druku (+ trudniczek)

Dziś będzie niemało zdjęć (i, na deser, kilka krótkich filmów jako bonus), przed przystąpieniem do lektury tego posta szykujcie się więc na sporo oglądania! A to tak naprawdę tylko mała część tego, co miałam okazję obejrzeć sama, podczas mojej wizyty we Wrocławiu. Post ten powstaje częściowo w niedzielę w pociągu więc sprawa jest „świeża”. W ostatnią sobotę (30 września), w podwórku między ul. Świętego Antoniego a Ruską czyli tym, w którym znajduje się galeria Studio BWA Wrocław – gdzie z kolei, kilka dni wcześniej, miałam przyjemność prowadzić ostatnie warsztaty z cyklu „Wyobraźniej! Kreatywna edukacja”- odbył się Nacisk, I Festiwal Druku. Wydarzenie wyczekiwane tym bardziej, że zgromadziło się tu sporo naprawdę dobrych i cenionych polskich twórców, przede wszystkim ilustratorów i ilustratorek, ale także trochę grafików i graficzek, speców od druku i wydawnictw, plakacistów. Oprócz niewątpliwych walorów estetycznych nie brakowało też tych merytorycznych. Opowiem tu nieco o jednych i o drugich – oczywiście, przez pryzmat obrazów. :)


*  Uwaga: na końcu tekstu znajduje się słowniczek (pisząc to wpisałam omyłkowo „trudniczek” – może to i dobra nazwa dla słownika wyrazów trudnych? ;)). Słowa, które w treści zostały zaznaczone na pomarańczowo można rozszyfrować właśnie z jego pomocą. Są tam nie tylko wyjaśnienia, ale też krótkie filmy pokazujące, w czym rzecz i jak co działa!


Przy stoisku Oficyny Peryferie można się było dowiedzieć  nieco o technologii drukarskiej zwanej riso, obejrzeć sporo przykładów jej zastosowania, a także dowiedzieć się o tym, jak skonstruować własną książkę (co stanowiło wstęp do dalszych, nadchodzących i zapowiadanych działań Oficyny).

Jednym z głównych elementów Nacisku były targi, w trakcie których można było obejrzeć i nabyć prace zaproszonych na to wydarzenie twórców. I choć nikt nie naciskał by prace kupować, wcale nie było to konieczne – z własnej, nieprzymuszonej woli wracaliśmy z bardziej wypchanymi bagażami. I wcale nie żałujemy. ;)

Poniżej prace: Karola Banacha, Basi Grzybowskiej, Pawła Mildnera, Marcina Wolskiego i, w tle, Tomasza Pieńczaka oraz Alka „Lis Kula” Morawskiego (ta ostatnia praca sfotografowana już w warunkach domowych czyli „lis udomowiony”). Pełną listę twórców prezentujących swoje prace w ramach wydarzenia możecie znaleźć tutaj.

Praca Alka Morawskiego wydrukowana została jako animowana ilustracja 3D (czego na zdjęciu, niestety, nie widać!) – efekt ten osiąga się za pomocą folii lentikularnej:

A w przestrzeni TIFF, tuż nad galerią Studio BWA Wrocław, w której gościłam można było zobaczyć (także w ramach festiwalu) wystawę plakatów kolektywu BiG Poster czyli Grzegorza Myćki i Bartosza Mamaka. Była to również okazja do zapoznania się z ich najnowszym przedsięwzięciem czyli Big Poster Zin.

…A skoro mowa o zinach – część przestrzeni klubu Surowiec zagospodarowano właśnie na wystawę takich niezależnych wydawnictw.

Oto przykład – Mydło-zin i „44 sceny z życia Adama Mickiewicza” (a dokładniej – dwie sceny z tych czterdziestu czterech):

Czas przejść do działań edukacyjnych. :) W trakcie targów, w podwórkowych zakamarkach (tu: Surowiec)  odbywały się rozmaite warsztaty. W ramach zajęć można było zapoznać się, między innymi, z podstawami tworzenia linorytu, dowiedzieć się jak łączyć techniki drukarskie czy stworzyć zin, a także – co istotne – jak przygotowywać pliki do druku. Zainteresowanie zajęciami było ogromne – miejsca na warsztaty zapełniły się podobno już w ciągu pierwszych ośmiu minut od ogłoszenia naboru! Dla zainteresowanych – pełną listę prowadzących zajęcia znajdziecie tutaj.

A na podwórku najmłodszych witała specjalnie przeznaczona dla nich strefa, w której także można było dać upust swojej twórczości.

W Surowcu (a konkretnie – w części bez zinów, za to wypełnionej plakatami) odbyły się dwie prelekcje: Patryka Hardzieja i Ryszarda Kai. Nie uraczę Was w tym przypadku bogatą dokumentacją fotograficzną, wręcz przeciwnie – poniżej pokazuję tylko jedną fotografię z miejsca akcji. Półmrok zdecydowanie nie sprzyjał robieniu zdjęć, a ponadto wolałam jednak poświęcić uwagę samym prelegentom i temu, o czym opowiadają. Zapewniam Was jednak, że przestrzeń była wypełniona po brzegi.

Patryk Hardziej to nie tylko zdolny i ceniony grafik i ilustrator, ale także współinicjator Ogólnopolskiej Wystawy Znaków Graficznych, o której pisałam tutaj (w ramach ekspozycji w BWA Zielona Góra mieliśmy przyjemność, wraz z Piotrem Czechem, poprowadzić wykład towarzyszący wystawie – przyp.). W trakcie swojego wystąpienia przedstawił kulisy pracy nad identyfikacją wizualną koncernu CPN (Centrali Produktów Naftowych – przyp.), którą w pierwszej wersji tworzyli Ryszard Bojar, Stefan Solik i Jerzy Słowikowski. Opowieści towarzyszyły obrazy przedstawiające szkice koncepcyjne (czyli pracę w toku – od wstępnych pomysłów po efekt ostateczny) i sposoby wdrożenia oraz wykorzystywania gotowego znaku na rozmaitych elementach. Historia stanowiła ciekawe case study pokazujące nie tylko to, z jakimi okolicznościami musiał zmagać się grafik w dawnych czasach, ale też co wówczas budowało – lub mogło budować – jego świadomość projektową.

Wystąpienie Ryszarda Kai było opowieścią mocno subiektywną, dla odmiany – traktującą przede wszystkim o osobistych doświadczeniach twórcy. Zamiast prezentacji, tło stanowiły jego znane i charakterystyczne plakaty odnoszące się do różnych zakątków Polski. Jako starszy prelegent nie uniknął, niestety, trochę zbędnego, moim zdaniem, podziału „wy – ja”, raz z kokieteryjną („co ja tu robię wśród was, młodych”), a raz – nieco moralizatorską nutą (młodzi = pizza i McDonald). Przy wciągającym sposobie opowiadania pana Ryszarda chętniej zapewne dowiedziałabym się więcej o jego procesie twórczym, jakkolwiek życiowe doświadczenia i kształtujące podróże stanowią ważne tło dla tego, co powstaje i nie sposób się nie zgodzić z tym, że tworząc warto zachowywać autentyczność (o czym również wspominał w trakcie prelekcji).

A tej nie zabrakło, na szczęście, wśród prac prezentowanych w ramach festiwalu – wzmacniały ją barwy drukarskich farb, struktura i zapach papieru, sprawiające, że świetne projekty, często znane przede wszystkim z internetu, „spotkały się” w jednym miejscu – równie autentycznie ciesząc.  Zainteresowanie wydarzeniem i towarzyszącymi mu działaniami edukacyjnymi pokazuje, jak duże jest zapotrzebowanie – nie tylko na estetyczne, intrygujące i cieszące oko obrazy, ale też na wiedzę o nich, o procesie ich powstawania i o tych, którzy je tworzą.

A poniżej – okazja do uzupełnienia wiedzy z pomocą obiecanego słowniczka:


Słowniczek

case study – z angielskiego „studium przypadku”, czyli opis powstawania projektu (lub wdrażania strategii, np. marketingowej) wraz z kulisami jego powstawania, koncepcjami, które pojawiały się po drodze lub okolicznościami, towarzyszącymi jego tworzeniu. W takim studium nierzadko zawarty jest opis grupy docelowej (target), ważne jest też podsumowanie rezultatów, jakie udało się osiągnąć za pomocą danego projektu lub strategii (w obrębie grupy docelowej lub danego sektora czyli dziedziny, której projekt dotyczy, np. motoryzacji, edukacji, kultury czy gastronomii). 

folia lentikularna – prościej mówiąc, folia soczewkowa :) czyli taka, która z jednej strony jest gładka, a z drugiej pokryta wytłoczonymi pryzmatami w formie linii lub soczewkami. Druk z wykorzystaniem tego typu folii nazywany jest drukiem soczewkowym. Zastosowanie takiego materiału pozwala na nałożenie na siebie dwóch (lub więcej) przenikających się obrazów. Zmieniając kąt oglądania zyskujemy wrażenie ruchu, a ilustracja staje się „animacją”. Część z Was może pamiętać pocztówki, zawierające takie właśnie, czarujące ruchem, fotografie lub ilustracje. A dla tych, którzy nie pamiętają (lub chcą powspominać) – podgląd tutaj:

linoryt – technika druku wypukłego czyli takiego, w którym farbą pokrywa się wypukłe elementy matrycy służącej do robienia odbitek (inaczej wypukłodruk). Jak podpowiada nazwa, motyw, który ma być powielany, trzeba wyciąć w linoleum, za pomocą specjalnych dłutek. Tak przygotowaną matrycę pokrywa się farbą, a następnie – mocno przyciskając do niej papier – odbija się grafikę. W praktyce wygląda to tak:

riso – czyli risografia, to technologia, która ma (w uproszczeniu)  3 główne fazy, wymagające trzech narzędzi: w pierwszej stosuje się skaner, przetwarzający obraz w sygnał cyfrowy; w drugiej – głowicę termiczną, która wypala otrzymany impuls na specjalnej folii (tak powstaje matryca); i wreszcie, w trzeciej, taka matryca (czyli perforowany obraz) naciągana jest na cylinder drukujący. W cylindrze znajduje się farba, przedostająca się przez otworki (perforację) w matrycy. Wszystkie te urządzenia mieszczą się w jednym urządzeniu – risografie. Ze względu na specyfikę takiego drukowania, technologia ta pozwala na użycie ograniczonej ilości kolorów, co często daje intrygujące efekty. Skomplikowane? Tylko pozornie. Zapraszam do obejrzenia risografu w akcji:

zin – rodzaj pisma, które tworzy grupa osób związana z określonym tematem (w przypadku BiG Poster Zin jest to, oczywiście, sztuka plakatu, ale często ziny związane są np. z muzyką, literaturą, kwestiami politycznymi, prawami człowieka czy ekologią). Jako wydawnictwo niezależne często wydawane jest własnym sumptem, powielane nierzadko na domowych lub biurowych drukarkach, w niewielkich ilościach. Często rozprowadzane są przez to w obrębie określonej społeczności, ale nowe media i zainteresowanie „niezależnym głosem” twórców sprawiło, że równolegle zyskują cyfrową formę i docierają do większego grona. Niekiedy większość stron zapełniają fotografie, komiksy lub kolaże – dotyczy to w szczególności tzw. artzinów czyli tych, które są używane jako nośnik sztuki.

Poniżej – przykładowy zin, o tym… jak zrobić zin :)
(ogląda się jak publikację papierową – strona po stronie)

A tu – zin + riso:


Wszystkie fotografie festiwalowe, które tu widzicie zostały wykonane przez autorkę niniejszego tekstu. :)

Related Posts

Leave a comment