Pułapki na mądrych dorosłych

Ten post powstał w niedzielny wieczór, tuż po długiej, intensywnej pisaninie i jednak mało niedzielnym zajęciu czyli przygotowywaniu warsztatowego podsumowania. To był jeden z tych momentów, w których „mózg paruje”, a jednak cel okazuje się rozgrzewką, a po napisanym tekście przychodzi czas na kolejny, który poniekąd „pisze się sam”. Tak właśnie nasuwają się wnioski, które – ze względu na objętość, ładunek emocjonalny, czy też charakter – nie mieściły się w pęczniejących od zdjęć i informacji poście, a aż się prosiły o osobną przestrzeń. Tym bardziej, że dojrzewały w mojej głowie znacznie dłużej, niż samo wyobraźniejowe podsumowanie.

Gdy zagłębiałam się w sprawę, zadzwoniła moja przyjaciółka, nauczycielka – i ni stąd, ni zowąd, zaczęła mówić o swoich spostrzeżeniach – między innymi o tym, co akurat wystukiwałam na klawiaturze. „Myślisz, że tak jest wszędzie?” – zapytała, podsumowując. Nie, nie myślę i nie chcę myśleć, że jest, ale niejednokrotnie, gromadząc różnorakie spostrzeżenia i przemyślenia, przekonywałam się o powszechności tego, co postanowiłam właśnie „ugryźć” jako temat posta.

A ten niezupełnie wpisuje się w edukację wizualną – bardziej w życiową, w edukację „w ogóle”. Tytuł także jest dość przewrotny, mowa bowiem o pułapkach, na które dorośli nie tyle (lub nie tylko) trafiają, ale poniekąd „zastawiają” sami na siebie. I w dodatku o takich, które jednak wspomnianą mądrość trochę nam odbierają. Ok, nie będę owijała w bawełnę – głupiejemy. Głupiejemy widząc, że nie radzimy sobie z krytyką, z tym jak ją przekazywać lub jak przyjmować. Głupiejemy, gdy takie podstawowe zasady, których uczymy dzieci (lub się, jako dzieci), rozmywają się we mgle.

Do rzeczy – co właściwie mam na myśli? 

Pułapka nr 1: Zjadacz Rozumów

Jak zastawić?

Jesteś nauczycielem/nauczycielką, animatorem/animatorką, Człowiekiem Edukacji. Osobą o dużym doświadczeniu, popartym równie dużą ilością certyfikatów z ukończonych szkoleń. I nagle pojawia się Nowa. Działa trochę siłą rozpędu, uczy się na błędach, ma w sobie jednak dużo pasji i wiesz, że potrafi stworzyć stosowną atmosferę, pozytywnie wpłynąć na dzieci lub młodzież. Ale chyba pozwala sobie na zbyt wiele. Bo jak to tak, bezkarnie i z premedytacją wprowadzać jakieś nowe metody? Za Twoich czasów tak się nie robiło i jakoś dzieci „wyrastały na ludzi”. W końcu sam/a wiesz, co dla nich dobre. Chyba czas pokazać Nowej, jak to się robi. Zacznij od zestawu prostych rad. Tylko pamiętaj – jedynym słusznym rozwiązaniem, jakie może przyjąć Nowa to zastosowanie się do nich w pełni i bez słowa sprzeciwu.

(Poza tym młodzież to teraz tylko te, telefony i tablety.)

 

Od bardzo dawna uważam, że najgorsze, co może zrobić osoba ucząca innych (czegokolwiek), to przestać się uczyć. Uznać, że już wszystko wie, że jest w pełni ukształtowaną i na tyle doświadczoną osobą, że nie musi słuchać innych, liczyć się z innymi, szanować ich pomysłów – nawet takich, które jej samej mogą nie mieścić się w głowie. Przez naukę rozumiem także (a może przede wszystkim) uczenie się od „nowych” lub młodszych. I moim zdaniem nie dotyczy to tylko ludzi związanych zawodowo z sektorem edukacji, ale ludzi w ogóle. W przypadku edukacji tego typu pokora jest bezcenna o tyle, że ludzie z przeszłości uczą ludzi przyszłości i to, co znamy z własnych doświadczeń nie zawsze okaże się słuszną receptą na wyzwania „jutra”.

I mam tu na myśli nie tylko prawo do wprowadzania nowości, ale też prawo do prób. Także tych nieudanych. Bez sądów kategorycznych czy traktowania z góry. Osoby uczące to bowiem nierzadko takie, które oceniają, a zarazem najbardziej boją się oceny. W tym wszystkim łatwo zapomnieć o dawaniu prawa do błędu – także sobie. A stąd już tylko krok do pułapki numer dwa.

Pułapka nr 2: Robisz to nie tak

Jak zastawić:

Nie do końca przekonuje Cię to, co robi szkoleniowiec, którego właśnie poznałaś. Spytał Cię o opinię? A może nie spytał (jeszcze!) tylko stoi z boku i milczy (pewnie czyha na rozmówcę!). Aha, czyli tylko czeka, aż powiesz mu to wszystko, co zrobił źle. Bo zrobił! NICZYM Cię nie zaskoczył, WSZYSTKO, co mówił było oczywiste. A w ogóle to jest tak, że oni ZAWSZE robią to podobnie i WSZYSCY są tacy sami. Ogólnie klapa. Ok, próbował, ale jego próba była tak marna, że właściwie zmarnował cenne dwie godziny z Twojego życia. A tyle mógłbyś przez te dwie godziny zrobić! Na przykład, napisać komentarz pod tym bezsensownym postem na blogu tej przedszkolanki, która stosuje metody wychowawcze zupełnie nie do przyjęcia. A propos metod nie do przyjęcia – może skusisz się na zastawienie Pułapki nr 1?

(Pamiętaj, żeby pułapka osiągnęła skuteczność maksymalną, najlepiej zastosuj przynajmniej jeden z wyróżnionych wyrazów. Ale przecież wypisuję oczywistości – w końcu WSZYSCY to wiedzą. ;))

Pracując nad swoim projektem, badając spostrzeżenia i preferencje spotykałam się – na własne życzenie – z różnymi opiniami odbiorców i uczestników zajęć. Przeważnie były one bardzo pozytywne, zdarzały się też takie, które niosły ze sobą właśnie tę dozę pożądanej, konstruktywnej krytyki, którą zawsze cenię i z pewnością wykorzystam w trakcie kolejnych akcji. Wśród dziesiątek opinii trafiły się też (tych, na moje szczęście, było mniej niż mam palców u jednej ręki) niekonstruktywne, dołujące, zasiewające dorodne ziarno wątpliwości co do sensu mojego działania.

I niby w porę przychodził dystans, ale zaraz po nim pojawiała się refleksja i zwyczajne, ludzkie pytanie: jak osoba, która pracuje z ludźmi, ma do czynienia z ich emocjami, może przekazywać komunikat w tak pozbawiony empatii sposób? I jak na co dzień wygląda jej współpraca z tymi, na których ma wpływ? Są to sytuacje budzące obawę i refleksje, niezależnie od dozy „antidotum” czyli wspomnianego dystansu. Pułapka niekonstruktywnej krytyki to coś, co często zastawiamy na siebie nawzajem, być może jeszcze częściej na nas samych (Wewnętrzny Krytyk, znacie to?). A jeśli akurat nie ma czego skrytykować, zawsze można zastawić kolejną:

Pułapka nr 3: Odechce ci się

Jak zastawić?

Pracujesz, robisz swoje, ale nie masz już tej samej werwy, co kiedyś. W dodatku przyszła jesień, ubywa ci energii. Gdyby było tak łatwo jak w reklamie – pijesz magiczny eliksir i rosną Ci skrzydła. A tu – fakt, bolą Cię plecy, ale raczej ze zmęczenia, rozrostu skrzydeł nie stwierdzasz. I nagle przychodzi ta taka, uskrzydlona, i wymyśla. ZNÓW wymyśla. Projekt, warsztat, drugi warsztat. Wyciąga znowu dzieci z tej szkoły, naraża je na kontakt ze światem, z powietrzem, z kulturą. Jakby kultura miała co najmniej zbawić świat, nauczyć zarabiania na chleb. Ty też miałaś kiedyś ambicje. Odmienić to i tamto. I co Ci z tego zostało? Pracujesz, robisz swoje, ale nie masz już tej samej werwy… i tak w kółko.

(Dlatego powiedz to sakramentalne „odechce Ci się”, wzrusz ramionami, zapytaj „po co” – tylko tak, żeby odczuła, że pytasz retorycznie. Niech poczuje smak prawdziwego życia.)

 

W trakcie realizacji jednego z projektów, w które byłam zaangażowana w ostatnim czasie, miałam przyjemność poznać nauczycielkę z niemal 20-letnim stażem – przemiłą, charyzmatyczną, z prawdziwą pasją i tym błyskiem w oku, który wspomina się przez lata po opuszczeniu szkolnych murów. Dodać muszę, że na te „niemal 20 lat stażu” zdecydowanie nie wyglądała. Opowiadała, jak często w trakcie swojej pracy, angażując się w dodatkowe projekty (wiecie, te wykraczające poza „podstawę programową”) słyszała „odechce ci się”, „po co ty właściwie to robisz”. Przyznała, że to właśnie zniechęca do przekraczania progu pokoju nauczycielskiego. A zaraz potem dodała: „A właśnie, że nadal mi się chce. O.” Chce działać, chce pracować. Ucieszyło mnie to bardzo. Sama jednak pamiętam, jeszcze ze szkoły, tych, którym w końcu się odechciało. Którzy przychodzili nas uczyć jakby bez sił. Na których jednak te słowa podziałały. A propos słów – są jeszcze takie trzy magiczne…

Pułapka nr 4: Zapominacz Słów Magicznych

Jak zastawić?

Prosisz o maila z opisem projektu. Kolega poświęca godzinę na sporządzenie go i naświetlenie sprawy. Nie pisz „dziękuję”, nie odpisuj wcale. W końcu masz tyle zajęć, że napisanie tego jednego maila, kliknięcie „wyślij” to tylko kolejny przykry obowiązek. A propos obowiązków – przecież i on nie robi łaski, spełniając swą zawodową powinność. W sumie to się zwyczajnie Tobie należy.

(Jeśli wręczy Ci projekt osobiście, może być trochę trudniej – przez internet zawsze łatwiej zapomnieć o dziękowaniu. Pamiętaj jednak, że jesteś Wytrawnym Zastawiaczem Sideł – spróbuj swoich sił i na tym polu, zamiast dziękować, mruknij znacząco, niech wie, co należy do jego obowiązków.)

„Dziękuję”, „Proszę”, „Przepraszam” – słowa, których sami uczymy się od dziecka i które potem sami przekazujemy najmłodszym ( z różnym efektem). Podstawa savoir-vivre’u, którego zasady niekiedy odchodzą w niepamięć, czasem „trącą myszką” lub przestają być doceniane – te trzy słowa wciąż jednak pozostają uniwersalne i mają się dobrze. Przynajmniej w teorii. A jak to wygląda w praktyce? Czy powiedzenie „przepraszam” łatwo przechodzi przez gardło? A może wyciągnięcie ręki w pierwszej kolejności oznacza słabość, przyznanie „punktu” drugiej stronie? I czy zawsze pamiętamy o prozaicznym, prostym „dziękuję” i o tym, jaki wpływ to słowo (lub jego brak) ma na samopoczucie osoby, z którą się komunikujemy?

Pułapka nr 5: Powiedz „tak”. Zawsze.

Jak zastawić?

Zetknęłaś się z którąś z czterech wcześniej wymienionych pułapek? Czujesz, że starsza koleżanka próbuje przekonać Cię do metod, których nie uznajesz? Przytaknij – zrób to, co mówi, nawet jeśli się nie sprawdzi – w końcu grunt to „mieć święty spokój”. Spotkałaś się z krytyką, która była, według Ciebie, krzywdząca? Przytaknij – każdy ma prawo do krytyki, do swojego zdania. KAŻDY.

Znów pytają, po co się angażujesz w kolejne warsztaty? Mówią „nie idź, po co ci to”? Przytaknij – pewnie niepotrzebnie się wychylasz. Ambicja wrogiem relacji. A relacje w pracy to rzecz święta. Te miłe i bezpieczne można utrzymać tylko w jeden sposób. Pamiętasz? To świetnie, powtarzamy: przytaknij…

(Pułapka nr 5 często występuje jako alternatywa dla Pułapki nr 2. Jeśli akurat nie masz siły krytykować – przytakuj. A skrytykować zawsze możesz za plecami. Może Pułapka nr 2 nie zadziała bezpośrednio, ale przynajmniej nie pozostawisz sprawy bez echa!)

Brak asertywności to, obok braku empatii i braku odwagi (do działania lub konfrontacji), jedna z rzeczy, które osobiście uważam za „trzy główne grzechy komunikacji” – główne, a zarazem najbardziej powszechne. I ta właśnie, ostatnia pułapka, działa wyjątkowo mocno jako broń obosieczna. Wystawiając ją przeciwko innym – jako brak szczerości – tak naprawdę zastawiamy ją przede wszystkim na siebie. Ta pułapka to naczynie bez dna, pomagające zbierać frustracje, pielęgnować niedomówienia, kolekcjonować urazy. A gdy naczynie zostanie już dostatecznie napełnione, wówczas najłatwiej osiągnąć kolejny stopień wtajemniczenia jakim jest Wytrawny Zastawiacz Sideł – nierzadko, z upodobaniem, korzystający ze wszystkich pozostałych pułapek. Tylko czy naprawdę to właśnie rozumiemy przez „uczenie się”? Czy takie umiejętności chcemy przekazywać innym dalej? I wreszcie – co naprawdę uda nam się „złowić” w takie sidła?

 

Related Posts

Leave a comment