Zaklinacze słońca – muzyczny upcykling

Choć zdawać by się mogło, że w listopadzie jedyne, co może bębnić to deszcz o parapet, dzwonić – zęby na zimnie, a szumieć – wiatr huczący w ulicznych zakamarkach, to właśnie teraz mam dla Was garść inspiracji pozwalających wypełnić zimowe (oj, przepraszam – to jeszcze jesień; jestem z tych, dla których zima zaczyna się właściwie w październiku) dni zabawą, kolorami i dźwiękami, a przy okazji nadać drugie życie części domowych odpadków. Opowiem Wam więc o pewnej gorzowskiej inicjatywie, w której zaznaczyłam swój skromny udział, a która pokazała, jak podejść do tematu recyklingu (czy raczej upcyklingu) koncertowo i z rozmachem. O pewnej niezwykłej orkiestrze symfonicznej z Paragwaju, dla której brak środków czy instrumentów okazał się nie tyle ograniczeniem, co wyzwaniem. I wreszcie – pokażę  pomysły na to, jak stworzyć własne instrumenty muzyczne za pomocą bardzo prostych środków. Kto wie, może zamiast „zaklinaczy deszczu” uda się stworzyć takie, które przywołają trochę słońca? Zapraszam do lektury! :)

 

Na początek rozwieję kilka wątpliwości, które mogą pojawić się po drodze. Po pierwsze – post będzie dotyczył instrumentów. Co instrumenty robią na blogu poświęconym edukacji wizualnej? Jeśli należycie do tych, którzy na koncertach lubią patrzeć na muzyków, emocje na ich twarzach pojawiające się w trakcie gry, na to wszystko, co dzieje się na scenie – już pewnie wiecie, o co chodzi. Tu obraz i dźwięk tworzą pełnię, a projekty interdyscyplinarne – bo o tym właśnie będzie dziś mowa – to takie, które cenię szczególnie bo traktują świat jako złożoną całość i w taki właśnie sposób pomagają go odkrywać. Po drugie – projekt, który Wam dziś opiszę był realizowany w sierpniu, w dodatku, częściowo, w plenerze. Dlaczego więc na opisanie go wybrałam listopad? Myślę, że to, co zobaczycie z powodzeniem może być tworzone o każdej porze roku, a ten jesienno-zimowy czas wręcz sprzyja tego typu kreatywnym zabawom. No, może z wyłączeniem opcji wielkoformatowej czyli wielkich metalowych beczek… ;)

Bębnimy, dzwonimy, działamy! Warsztaty Sztuki Perkusyjnej

A teraz do rzeczy. W sierpniu tego roku miałam okazję uczestniczyć w projekcie pn. „Warsztaty Sztuki Perkusyjnej”, który był realizowany w Filharmonii Gorzowskiej. Dzięki projektowi letni miesiąc stał się czasem tworzenia eko-instrumentów na zasadzie „coś z niczego”, muzycznych improwizacji i wreszcie – nietuzinkowego koncertowania. Inicjatorką projektu była Katarzyna Chorążyczewska, która wcieliła swój pomysł w życie dzięki uczestnictwu w programie Kultura Tędy, prowadzonym przez zielonogórskie Regionalne Centrum Animacji Kultury (o samym programie będę na pewno wspominać przy okazji kolejnych postów; to jeden z czterech projektów, w które byłam zaangażowana w ramach akcji Kultura Tędy). Kasia wygrała konkurs projektów, prowadzony w ramach tego programu i dzięki temu zyskała środki na realizację pomysłu. Jako partnera projektu Kasia zaprosiła swoją przyjaciółkę, a zarazem sprawdzonego pedagoga, Martę Rembas. Jak twierdzi – Marta wskazywała mi kwestie, które często były tak oczywiste, że w życiu bym sama na nie nie wpadła. W ogóle sam fakt zaistnienia współpracy na styku kultury i edukacji był w moim odczuciu najsilniejszą stroną tego projektu. W pojedynkę nigdy bym tego nie udźwignęła.

 

(Od lewej – Marta Rembas, ja, Kasia Chorążyczewska oraz jeden z naszych młodych twórców – uczestników warsztatów)

Jak podkreśla autorka projektu, „potrzeba matką wynalazku”. Potrzeba realizacji pomysłu, poczucia się twórcą, stawiania czoła wyzwaniom pojawiającym się po drodze (od rekrutacji wolontariuszy i nabór uczestników po kwestie organizacyjno-formalne) – to tylko część z listy planów i zapotrzebowań, na jakie trafiały po drodze Kasia i Marta. Jako, że był to projekt muzyczny, tworzony na terenie filharmonii i w ścisłej współpracy z tą instytucją (Kasia Chorążyczewska reprezentuje zawodowo Centrum Edukacji Artystycznej – Filharmonię Gorzowską), jedną z ważniejszych potrzeb do zaspokojenia podczas realizacji projektu były niewątpliwie instrumenty. Zgodnie uznałyśmy, że trudno byłoby zapewnić nam instrumenty smyczkowe, czy też dęte dla każdego z 45 uczestników, natomiast jak na perkusji można grać… na wszystkim. I tu zrodziła się idea stworzenia ekoinstrumentów, co sprytnie połączyłyśmy z  kwestią budowania wśród dzieci świadomości dotyczącej edukacji ekologicznej, w tym recyklingu i upcyklingu. – mówi Kasia. 

W pozyskaniu dużej ilości surowców wtórnych do budowy instrumentów pomogła Grupa ENERIS. Pozostałą część Kasia i Marta zebrały na własną rękę. A zbiór okazał się całkiem spory – od plastikowych nakrętek i kartonowych tub, przez garnki, tarki, rury i dzwoniące łańcuchy, aż po wielkie metalowe beczki. Jak się okazuje, instrumentem, przy odrobinie wyobraźni, może stać się niemal wszystko. Ponieważ jednak projekt był przedsięwzięciem interdyscyplinarnym, oprócz dźwięków dużą rolę odgrywała też estetyka tworzonych instrumentów. Trzeba było nadać im formę, złożyć je i ozdobić. I tu właśnie przyszedł czas na wspólne tworzenie.

 

 

Drużyny, pracujące nad instrumentami, były trzy: Śliwkowe Bakłażany, Różowe Pantery i Niebieskie Tipi. Dzieci przybyły wraz z paniami nauczycielkami, każdemu z zespołów towarzyszyła więc osoba dorosła. Pierwsza grupa zajęła się tworzeniem bębnów, druga – grzechotek, trzecia działała z metalowymi, dzwoniącymi akcesoriami (dzwonki i spółka). Poniżej tylko część materiałów, które zostały wykorzystane w akcji, więcej – tutaj.

 

Oczywiście, warsztat polegający na tworzeniu instrumentów stanowił tylko część złożonej całości. W ramach projektu odbyły się łącznie cztery spotkania – pozostałe to warsztaty rytmiczno-ruchowe z Jolantą Kępką i Julią Nowaczyńską oraz zajęcia z improwizacji perkusyjnej, które poprowadził muzyk Filharmonii Gorzowskiej, Aleksander Lasek. Ostatnim spotkaniem, a zarazem zwieńczeniem całej akcji był finałowy koncert na Placu Sztuk, przed budynkiem filharmonii, prowadzony przez Romana Awińskiego. To właśnie w trakcie tego wydarzenia wszelkie nabywane do tej pory umiejętności i tworzone instrumenty znalazły pełne, praktyczne zastosowanie.

Autorka projektu, zapytana o zamiar i chęć kontynuacji przedsięwzięcia, odpowiada z entuzjazmem: Pewnie! Zresztą, nie tak dawno wystosowałyśmy z Martą apel do Dyrektora Filharmonii Gorzowskiej, pana Mariusza Wróbla ( któremu przy okazji serdecznie dziękujemy za ogrom wsparcia i zaufania, jakim nas obdarzył), z prośbą o wyrażenie zgody na organizację drugiej edycji Warsztatów. Całe zajście miało miejsce podczas uroczystej gali wręczenia Nagród Kulturalnych Prezydenta Miasta Gorzowa Wlkp., tzw. Motyli, do których byłyśmy nominowane za… organizację Warsztatów Sztuki Perkusyjnej! Było to dla nas wielkim wyróżnieniem, tym bardziej, że nominację zgłosił rodzic jednego z naszych warsztatowiczów. Jak więc widać, pomysł zaowocował i spotkał się z bardzo pozytywnym odzewem.

Z wysypiska do filharmonii

Projekt „Warsztaty Sztuki Perkusyjnej” był rozbudowanym i świetnie rozplanowanym, ale też nie pierwszym projektem związanym ze sztuką upcyklingu, z jakim miałam do czynienia. I za każdym razem cieszy mnie, gdy ktoś sięga, po raz kolejny, po tego typu zagadnienia lub gdy sama mam okazję przybliżać je młodym warsztatowiczom. Inną akcją były chociażby ekoferie w Oddziale Pana Kleksa zielonogórskiej Biblioteki Norwida, w ramach których prowadziłam zajęcia kilka lat temu. Działania związane z rzeczami „z odzysku” pojawiały się też w trakcie moich wakacyjnych warsztatów w BWA Zielona Góra. Właśnie wtedy, gdzieś po drodze, miałam przyjemność odkryć projekt „Landfill Harmonic”, którym podzieliłam się także z grupą gorzowskich warsztatowiczów. Film, którego fragment pokazuję Wam poniżej, opowiada o paragwajskiej miejscowości, w której młodzi ludzie nie mają środków na twórcze działania, co jednak nie stanowi przeszkody w połączeniu z urzekającą pomysłowością, determinacją i bogactwem, jakie znajdują na.. okolicznym wysypisku. Zobaczcie sami:

Tu mamy do czynienia także z instrumentami smyczkowymi, co nie jest już wcale tak oczywistą sprawą. Opcji może być jednak wiele i nie trzeba od razu tworzyć pełnej orkiestry symfonicznej by świetnie bawić się przy tworzeniu eko-instrumentów i korzystaniu z nich. Poniżej – kilka przykładów i inspiracji!

Zrób własne instrumenty

Najprostszy bębenek można zrobić z metalowego pudła po ciastkach lub puszki odwróconej do góry nogami, a grzechotkę – z butelki wypełnionej kaszą, ryżem, drobnymi ziarenkami. Poniżej przedstawię Wam jednak wersje, które wykorzystałam na zajęciach – nieco bardziej rozbudowane i „finezyjne”. :) Do zrobienia marakasów można wykorzystać ozdobne papierowe słomki, jak w przykładzie poniżej, a bęben z puszki i balona będzie świetnie wyglądał ozdobiony frędzlami lub pomponami (inspiracje od dzieci – na zdjęciach, powyżej). Wskazówka: w przypadku plastikowego jajka najlepiej sprawdzi się takie po lizaku – ma gotową wypustkę z otworem do zamocowania patyka i słomki. Sama użyłam właśnie takiego, jednak można spróbować także z wersją „jajko-niespodzianka”, robiąc w jajku otworek i dodatkowo mocując patyk u nasady jajka np. plasteliną.

Uwaga: po więcej inspiracji zapraszam tutaj, na pierwszą „wyobraźniejową” tablicę z inspiracjami na Pinterest.

A może znacie jeszcze inne pomysły na eko-instrumenty? Jeśli tak, wiecie co robić – komentujcie, piszcie, pomysły mile widziane! :)


Fotograficzna dokumentacja warsztatów pochodzi z archiwum projektu –  zdjęcia z zajęć zostały udostępnione dzięki uprzejmości inicjatorki akcji (autor fotografii: Sebastian Juśko). Więcej zdjęć z gorzowskich Warsztatów Sztuki Perkusyjnej i informacji dotyczących całego przedsięwzięcia znajdziecie tutaj, na facebookowej stronie projektu.

 


 

Related Posts

Leave a comment