Wejść w czyjeś buty – projekty uczące empatii, cz. 1

Co by było, gdybyśmy dostali wynalazek umożliwiający nam widzenie świata oczami innych lub wczucie się w to, co czuje rozmówca? A gdyby to narzędzie skłaniało nas też do działania i dawało poczucie wpływu na otoczenie? Obecnie dostępne technologie, mimo dużych możliwości, nie zastąpią nam (na szczęście!) tego, co możemy rozwijać w sobie – empatii. To właśnie ona pozwala na uzyskanie możliwie pełnego obrazu rzeczywistości, lepsze budowanie relacji, reagowanie gdy innym dzieje się krzywda. Moim zdaniem nie jest więc przesadą stwierdzenie, że empatia to jedna z podstaw skutecznej komunikacji, ale i edukacji – z czego zdają sobie sprawę chociażby twórcy duńskiego systemu nauczania. Jej nauka i pielęgnowanie powinny mieć miejsce w szkole i poza nią. Mało tego, to obszar, w którym – nierzadko – im starsi jesteśmy, tym więcej wydaje się być do odkrycia. Dlatego dziś przedstawię Wam trzy projekty dla starszych i młodszych*, które pomagają uczyć empatii przez doświadczanie, słuchanie, rozmawianie.

WYSTAWA, KTÓREJ NIE DA SIĘ ZOBACZYĆ

W przekonaniu się o tym, jak doświadcza się świata z wyłączeniem zmysłu wzroku pomoże Niewidzialna Wystawa. Sama miałam okazję odwiedzić ją jakieś dwa lata temu w Warszawie i zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie. Przewodnikami są tu osoby niewidome lub w znacznym stopniu niedowidzące – to one towarzyszą nam w tej podróży od samego początku. Opowiadają, jeszcze w pełnym świetle, o przedmiotach ułatwiających im codzienne funkcjonowanie. Prowadzą nas gdy trafiamy do kolejnych pomieszczeń, w których panuje całkowita ciemność… To doświadczenie było dla mnie interesujące zwłaszcza jako dla osoby na co dzień pracującej z obrazami. Momentami miałam poczucie, że czas się zatrzymuje, a znalezienie drogi do określonego obiektu zajmuje mi całe lata świetlne. Nagle okazuje się, że percepcja i sprawność poruszania się po danej przestrzeni to pojęcia bardzo względne.

Wystawa posiada też pewną “wartość dodaną”: wymaga pełnego skupienia i szczerego zaangażowania. Po prostu nie da się tu robić selfie, pstrykać zdjęć. Dla osoby funkcjonującej na co dzień w świecie obrazów może to być więc nie tylko nowe doświadczenie, ale też pewnego rodzaju odskocznia. Na miejscu odczułam, że w tej przestrzeni wytworzyła się specyficzna, kameralna atmosfera. Także sami zwiedzający pomagali sobie nawzajem odnajdować przejścia i obiekty (a nie zawsze było łatwo!). Ponieważ pod koniec tej godzinnej podróży przewodnicy proszą nas, by nie przekazywać innym tego, co dokładnie znajduje się na wystawie, nie powiem nic więcej. Spoilerów nie będzie. ;) O tym, co Was czeka, przekonajcie się na miejscu.

Warszawska ekspozycja mieści się w Galerii Handlowej w Millennium Plaza (Al. Jerozolimskie 123a). Na stronie wystawy można znaleźć także informacje o tym, w jakim zakresie jest ona dostępna dla osób z różnego rodzaju dysfunkcjami innymi niż dysfunkcje wzroku: fizycznymi, słuchu, intelektualnymi. Podobne wystawy można odwiedzić także w Pradze czy Budapeszcie (na Węgrzech znajduje się zresztą pierwsza tego typu ekspozycja).

BIBLIOTEKA BEZ (?) KSIĄŻEK

Choć o Żywych Bibliotekach słyszałam już dłuższy czas temu, dopiero w tym roku udało mi się zagościć w jednej z nich po raz pierwszy. I od razu miałam szczęście trafić do pływającej biblioteki czyli domu na wodzie położonego w świetnej lokalizacji – na rzece, tuż przy wrocławskim Moście Grunwaldzkim. Piękne okoliczności przyrody zwykle sprzyjają czytaniu, tak było i w tym przypadku. Zamiast papierowych książek w miękkiej lub twardej oprawie “wypożycza się” tu jednak tzw. Żywe Książki. Każda z nich nosi w sobie inną historię – związaną z imigracją, odmiennością, chorobą, pochodzeniem lub poglądami.

Podczas jednego wypożyczenia (czyli półgodzinnej rozmowy) można tę historię zgłębić zadając Żywej Książce przeróżne pytania, nawet takie, które zwykle wstydzimy się zadać bo mogłyby np. uchodzić za “niewygodne”. Dzięki otwartości ludzi występujących jako Żywe Książki szybko okazuje się, że za tymi historiami kryje się znacznie więcej, w myśl powiedzenia “nie oceniaj książki po okładce”. Wzajemna ciekawość i atmosfera w domu na wodzie sprawiały, że programowe pół godziny obie strony często chciały wydłużyć choć o kilka minut.

 

Żywa biblioteka. Na zdjęciu widać budynek unoszący się na wodzie. Grupa osób wchodzi do budynku po kładce.
Fot. Martijn Bergsma, dzięki uprzejmości Żywej Biblioteki we Wrocławiu

 

Syryjczyk, Syryjski Uchodźca, Uchodźczyni z Donbasu, Była narkomanka. Mama dziecka z zespołem Aspergera, Osoba na wózku, Gej, Ateista, Romka, Osoba transseksualna… to niektóre tytuły, które były dostępne w ramach Żywej Biblioteki, do której zawitałam. W rozmowie szybko okazywało się, że np. jedna osoba pochodząca z innego kraju mieszka w Polsce dłużej niż ja żyję, a inna tworzy i udziela się społecznie oraz artystycznie bez względu na fizyczne ograniczenia. Oczywiście, nie zawsze było tak różowo: Żywe Książki opowiadały też o barierach, które spotykały na swojej drodze, także tych wewnętrznych (pogodzenie się ze swoją sytuacją, obawy). Dzięki temu “książkowa fabuła” stawała się bardziej pełna, szczera… i prawdziwie ludzka.

 

Żywa biblioteka. Na zdjęciu widać grupę osób rozmawiających ze sobą.
Fot. Martijn Bergsma, dzięki uprzejmości Żywej Biblioteki we Wrocławiu

 

Idea Żywej Biblioteki to edukacyjne przedsięwzięcie, ale i ruch społeczny przeciwdziałający marginalizacji ludzi ze względu na ich pochodzenie, kolor skóry, orientację czy poglądy. Propagowana była do tej pory w ponad 40 krajach, a we Wrocławiu działa od 2007 roku. Do tej pory zagościła także m.in. w Poznaniu, Gdańsku, Olsztynie, Krakowie, Łodzi czy Zielonej Górze. Żywe Biblioteki organizowane są w różnych miejscach, w których pieczę nad przebiegiem akcji sprawują odpowiedzialni za przedsięwzięcie “bibliotekarze”. W bibliotece, w razie potrzeby, są także dostępni tłumacze. Aktualności dotyczące wrocławskich edycji można śledzić tutaj, polecam też znaleźć stronę Żywej Biblioteki w swoim (lub pobliskim) mieście. 

 

SKLEP OBUWNICZY, W KTÓRYM NIE KUPISZ BUTÓW

Na koniec – projekt, w którym nie miałam okazji uczestniczyć osobiście, ale dzielę się nim jako odkryciem. Mowa o Muzeum Empatii (ang. Museum of Empathy) – instytucji nie posiadającej jednej siedziby i realizującej różne projekty, które łączy właśnie słowo “empatia”. To osobliwe “muzeum” gościło już m.in. w Wielkiej Brytanii, Belgii, Irlandii, USA, Australii, Brazylii i na Syberii.

Obok Żywej Biblioteki – na którą i tu można trafić – jest też realizowany projekt Biblioteka Tysiąca i Jednej Książki. Za tą liczbą kryją się książki od różnych ludzi, którzy chcieli się nimi podzielić ze światem. Odwiedzający bibliotekę podczas wyboru lektury nie kierują się jednak tytułem czy nazwiskiem autora. Wybierają dedykację od osoby, która daną książkę przekazała. Dopiero gdy książka zostaje zdjęta z półki ujawnia się jej tytuł. Po przeczytaniu wybranej pozycji użytkownik może przekazać ją komuś bliskiemu lub pozostawić na ławce w parku więc Biblioteka Tysiąca i Jednej Książki skłania się też trochę ku idei bookcrossingu.

Szczególnie ciekawym projektem, realizowanym przez Muzeum Empatii wydaje mi się  być jednak sklep obuwniczy w którym…. nie sposób kupić nowej pary butów. Na półkach znajduje się bowiem obuwie do wypożyczenia – należało ono ludzi, którzy byli uchodźcami, a dziś mogą już nazywać Londyn swoim domem. Wchodząc do tego nietypowego muzeum wypożycza się wybraną parę butów. Do dyspozycji są różne rozmiary, można więc dopasować obuwie możliwie dokładnie do swojego. Na miejscu dostaje się też słuchawki. Następnie przychodzi czas na wyjście poza ściany “sklepu”. I tak oto, w trakcie spaceru w cudzych butach, można wysłuchać historii ich właściciela lub właścicielki.

 

Pomysł postrzegam jako frapujący, ważny i poruszający, choć według mnie posiada pewne ograniczenia. Należy do nich, na przykład, formuła proponowana przez pomysłodawców. Traktuje dość dosłownie powiedzenie “wejść w czyjeś buty”. Umożliwia doświadczanie historii osoby, która nosi rozmiar buta zbliżony do naszego. Trudniej byłoby już w przypadku np. dziecięcego obuwia. Także osoby poruszające się na wózku nie mogą w stu procentach doświadczyć projektu w proponowanym wymiarze. Myślę więc, że buty można byłoby z powodzeniem zastąpić inną rzeczą osobistą – szalikiem, zabawką, kurtką. Pomijam fakt, że nie każda osoba jest skłonna zakładać obuwie wielokrotnie używane przez zwiedzających. Wierzę, że muzeum zadbało o aspekt higieniczny. Mimo tych obiekcji sam pomysł wydaje mi się wartościowy i godny uwagi.

Więcej informacji o samym Muzeum Empatii i wszystkich jego inicjatywach – na muzealnej stronie czyli tutaj (strona w języku angielskim).

“Czytać jak z otwartej księgi”, “chodzić w czyichś butach”… Te powiedzenia są interpretowane przez twórców wyżej opisanych inicjatyw w sposób użyteczny i wartościowy. Na “Wyobraźniej” z całą pewnością będą one powracać. A już w kolejnej części – empatyczne projekty, które kryje sieć.

 


Byłeś/aś uczestnikiem którejś z opisanych inicjatyw? Chcesz o którejś z nich wiedzieć więcej? A może znasz inne warte uwagi projekty uczące empatii? Podziel się swoim zdaniem w komentarzu poniżej albo napisz do mnie: magda@wyobrazniej.pl

 


* Wiek 8 lat to dolna granica wskazana na stronie Niewidzialnej Wystawy. W przypadku Żywej Biblioteki – do 15. roku życia odwiedziny są możliwe za zgodą lub w obecności opiekunów. Ogólnie metoda polecana jest starszym dzieciom, od 6 klasy.

W rzeczywistości trzeba też brać pod uwagę emocjonalne i fizyczne możliwości odbiorcy. Przed każdą wizytą w danym miejscu sprawdź dostępność dla młodszych odbiorców i wymagania dotyczące obecności dorosłego opiekuna!

Related Posts

Leave a comment